Tomasz Grabowski: Promocja miasta przez żużel jest nieskuteczna, bo jest to sport coraz bardziej prowincjonalny

Wszędzie słyszymy, że dzięki Grand Prix, Gorzów zostanie na najbliższe pięć lat żużlową stolicą świata. Mówi się, że środki wydane na promocję (ok. 17 mln złotych przez 5 lat) zwróc�� się w postaci wielkiej promocji. Czy tak będzie rzeczywiście?

Oto wykaz wszystkich ośrodków, w jakich odbędą się zawody żużlowe pod egidą FIM, a więc cykl Grand Prix, eliminacje Indywidualnych MŚ do GP 2012, Drużynowy Puchar Świata, Indywidualne MŚ juniorów, oraz Drużynowe MŚ juniorów, uszeregowane według… liczby mieszkańców.

Są to kolejno Praga (1 mln 250 tys.), Kopenhaga (1 mln 200 tys.), Goeteborg (510 tys.), Cardiff (317 tys.), Coventry (306 tys.), Malmoe (300 tys.), Równe (248 tys.), Toruń (205 tys.), Bałakowo (200 tys.) i na miejscu dziesiątym Gorzów (125 tys.). Potem grupka kilkunastu miast średniej wielkości (od 40 do 100 tys.) jak Daugavpils, Pardubice, Czerwonograd, Esbjerg, Gniezno, Leszno, Landshut, Diedenbergen. Następnie „powiatowe” i „gminne” niemalże „metropolie” czyli King’s Lynn, Krsko, Rawicz, Lonigo, Neustadt Donau, Vetlanda, Abensberg, Herxheim i na koniec malutkie miejscowosci jak Vojens – 8 tys. mieszkańców, Żarnovica – 7 tys., Terenzano – 4 tys. , Gorican i Holsted – 3 tys., Malilla i Divisov ok. 2 tys. mieszkańców.

Duże miasta nie chcą Grand Prix

Warto dodać, że z „promocji” poprzez Grand Prix w ostatnim pięcioleciu zrezygnowały między innymi Wrocław i Bydgoszcz, a także Berlin i Gelsenkirchen (jedyne zawody na tamtejszym „torze” zakończyły się organizacyjną klapą). Wcześniej nie udał się także eksperyment z Sydney, nie ma już śladu po turniejach mistrzowskich na Stadionie Śląskim w Chorzowie, czy Wembley w Londynie. Wyraźnie światowy żużel stoczył się do roli prowincjonalnego sportu, bo tylko w takim rozgrywki rangi mistrzowskiej są organizowane w przysłowiowym polu.

Jeśli przez ostatnie pięć lat z organizacji GP wycofały się tak poważne nie tylko żużlowo, ale i sportowo, infrastrukturalnie i gospodarczo ośrodki, i ten trend nadal się będzie utrzymywał, to może się okazać że za 5 lat, kiedy to w Gorzowie będziemy się szczycić kolejnym turniejem i kolejną umową na następne lata, słuch zaginie dawno po GP w Kopenhadze, Pradze, Goeteborgu i miasto nad Wartą będzie wymieniane w folderach promocyjnych Ole Olsena i BSI w jednym rzędzie z Esbjerg, Motalą, Landshut, Reading, Lonigo, Krsko, Gorican, i Miskolcem.

Żużel przenosi się na prowincję

Żeby było ciekawiej z tych wszystkich miast, miasteczek i wiosek organizujących turnieje „FIM-owskie” w 2011 roku cztery z nich (Gniezno, Lonigo, Vojens i Terenzano) zorganizują zawody dwukrotnie, a tylko dwa (Gorican i Gorzów) trzykrotnie. Przy Śląskiej odbędą się bowiem, obok GP, zawody o Drużynowy Puchar Świata – baraż i finał. To też o czymś świadczy, o tym swoistym „parciu” na pokazanie się w świecie, gdzie nikt promować się już praktycznie nie chce.

Wszystko to zmierza, obok rujnowania dorobku gorzowskiego sportu, w jeszcze bardziej niebezpiecznym kierunku. Nie dość, że do marginalizacji Gorzowa, to staczaniu go do roli podrzędnego ośrodka „klasy powiatowej”. W połączeniu z degradacją wewnątrz województwa, słabym poziomem tutejszych uczelni będących przy Uniwersytecie Szczecińskim czy Politechnice Koszalińskiej niczym maluch wobec mercedesa, tragicznym stanem taboru komunikacji miejskiej (w porównaniu do np. Elbląga), oraz innymi aspektami życia codziennego, czyni Gorzów takim właśnie Landshut, Goricanem, Vetlandą, Herxheim. Miasteczkiem uroczym, nie za dużym, taką przystanią, bez perspektyw, bez ambicji, zapomnianym, zamieszkałym przez emerytów i garstkę urzędników szczebla powiatowego i miejskiego. Promującym się na miarę możliwości, tam gdzie można się promować, czyli wśród swoich. Jak to mówią, z kim przystajesz, takim się stajesz.

Facebook Twitter

Tomasz Grabowski