Bartosz Jurek: Pięknie już było w gorzowskim sporcie, teraz jest źle, a będzie jeszcze gorzej

Piłkarze GKP walczą, jak równy z równym, z najlepszymi w pierwszej lidze; siatkarze GTPS celują w awans do najwyższej klasy rozgrywkowej; koszykarki zdobywają srebrny medal mistrzostw Polski; piłkarze ręczni z impetem wkraczają do ekstraklasy. Brzmi jak scenariusz filmu science-fiction? Pewnie tak, ale jeszcze rok temu tak prezentował się gorzowski sport, który obecnie znalazł się nad przepaścią.

Bartosz Jurek

Cieszy coraz lepsza forma żużlowców Stali Gorzów, ale jeszcze bardziej martwi trwająca agonia wielu zasłużonych dla miasta i regionu klubów. Wszystko za sprawą miejskiej dotacji, a raczej jej braku – w tym roku na sport zawodowy popłynie z miejskiej kasy aż o 60% mniej pieniędzy niż jeszcze przed rokiem (obecnie jest to kwota 2,8 mln złotych przy 6,6 mln złotych rok temu). Jakie nastroje panują obecnie w gorzowskich klubach?

Siatkarze GTPS musieli uznać wyższość Lotosu Trefl Gdańsk w walce o awans do Plus Ligi, ale już w przerwie zimowej zaczęły dobiegać z klubu sygnały o niepokojącej sytuacji organizacyjnej, pojawiły się zaległości w wypłatach dla zawodników. Wkrótce pewnie zacznie się demontaż gorzowskiej drużyny, która walczyła jako jedyny pierwszoligowiec w meczach ćwierćfinałowych pucharu Polski, gdyż nawet przy najlepszych chęciach nie uda się zatrzymać w Gorzowie żadnego klasowego zawodnika, skoro klubowa kasa świeci pustkami. Zaległości wobec graczy klubu sięgają kilku miesięcy wstecz.

Piłkarze ręczni zmienili zimą szyld ( z AZW AWF na GSPR), ale stare problemy pozostały. Klubowa kasa świeci pustkami. Zimą rozwiązano kontrakty z najdroższymi zawodnikami, co sprawiło, że gorzowscy piłkarze ręczni nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki o utrzymanie z innymi drużynami i w rezultacie opuszczają szeregi PGNiG Ekstraklasy (sezon jeszcze trwa). Przyszłość klubu jest niepewna, nowy zarząd klubu będzie miał ciężki orzech do zgryzienia, aby zgromadzić budżet, który umożliwi gorzowskim szczypiornistom występy na zapleczu ekstraklasy.

Gorzowskie koszykarki skończyły sezon w blasku brązowego medalu, lecz niedawna radość blednie w obliczu nadchodzących kłopotów. Klub opuści Justyna Żurowska, odejście rozważa także trener Dariusz Maciejewski, który ma oferty z ligi rosyjskiej. Gorzowskich kibiców żeńskiego basketu czekają chude lata, wobec niewielkich możliwości organizacyjnych, klub będzie walczył prawdopodobnie o utrzymanie lub w najlepszym wypadku o miejsce w środku tabeli.

Najgorsza sytuacja panuje u gorzowskich piłkarzy. Na ostatnim walnym zebraniu po raz kolejny nie udało się wybrać zarządu, zadłużenie klubu sięga już kwoty 2,5 mln złotych, nie ma większych szans na ugodę z głównymi wierzycielami – Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i Urzędem Skarbowym – co przekreśla szanse na otrzymanie miejskiej dotacji. Piłkarze występują już praktycznie tylko dzięki wsparciu kibiców, każdy kolejny mecz jest wielką niewiadomą. Rozważane są różne scenariusze, począwszy od wycofania się z rozgrywek po sprzedaż miejsca w pierwszej lidze i grę w niższej klasie rozgrywkowej.

Humory dopisują jedynie żużlowcom, szczególnie po ostatnim występie przeciwko Unii Leszno (57:33). Cieszy świetny występ i wspaniała frekwencja na nowoczesnym obiekcie, ale co poczną gorzowscy kibice jesienią, zimą i wczesną wiosną, gdy zamilknie warkot silników, a nigdzie indziej nie będzie żadnej sportowej alternatywy?

Jaka przyszłość czeka cały gorzowski sport? Perspektywy wydają się mizerne. Poza upadkiem wymienionych drużyn, także i żużel jest na straconej pozycji i nie pomoże tu zaklinanie rzeczywistości przez decydentów czy organizowanie zawodów Grand Prix. Nawet wysocy rangą urzędnicy ratusza przyznają, że inwestycja w żużel to zły pomysł, bo nie jest to perspektywiczny sport. Szczególnie w Gorzowie stoi na bardzo kruchych podstawach.

Stal Gorzów w ostatnich sezonach udowadniała wielokrotnie, że niewiele znaczy bez swojego lidera, Tomasza Golloba. Co będzie jak go zabraknie? Nie jest tajemnicą, że Gollobowi bliżej niż dalej do końca kariery. A jak same finanse Stali? Gdyby nie wielkie dotacje miejskie, Stal byłaby być może w gorszej sytuacji finansowej niż GKP. Niemożliwe? Rozbudowa  stadionu żużlowego za kilkadziesiąt milionów, wykupienie praw do Grand Prix, z którego wpływy z biletów zasilą konto klubu, czy kilka milionów z tytułu promocji miasta – to tylko niektóre formy pomocy miasta dla Stali w ostatnich latach.

Jakie są efekty? Stal ma i tak problemy z zamknięciem budżetu. W kuluarach mówi się o przepłacaniu zawodników. Dużo poważniejszy może być jednak fakt, iż sponsor tytularny nie kwapi się płaceniem. A chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Cealum Development, spółka budująca obiekty handlowe, nie będzie na dłuższą metę sponsorować żużla, bo po prostu nie potrzebuje tego rodzaju rozgłosu. Czy Stal znajdzie wiarygodnego sponsora, który za prawo do części nazwy klubu przeznaczy milion złotych? To już pytanie, na które odpowie przyszłość.

Facebook Twitter

Bartosz Jurek